Nie bój się popełniać błędów, ucz się na nich
You are currently browsing comments. If you would like to return to the full story, you can read the full entry here: “Nie bój się popełniać błędów, ucz się na nich”.
Może Cię zainteresować:
O autorze:
- 04.04.2007





Artykuł Piotra Majewskiego porusza bardzo istotną kwestię w życiu każdego z nas – BŁĘDY. Popełniamy je czy tego chcemy czy nie.
W szkołach nauczyli nas, żeby nie popełniać błedów i właśnie to sprawia, że popełniamy jeden z największych błędów w swoim życiu. NIE PRÓBUJEMY.
Niedawno rozmawiałem z koleżanką, która mi powiedziała, że czyta dyskusje na forum i artykuły w Dochodowo. Zapytałem ją wtedy dlaczego czegoś nie napisze? Odpowiedziała, że nie pisze, bo nie zna sie na biznesie i finansach i boi się, że palnie coś głupiego.
Taka postawa nie dotyczy tylko wypowiedzi na forum. Nie podejmujemy się jakiegoś zadania, bo obawiamy się, że się nie uda. A jeżeli już się czegoś podejmujemy i nam się nie uda to albo się za to obwiniamy albo obwiniamy innych.
Kiedyś usłyszałem takie zdanie:
Bardzo mi się to stwierdzenie spodobało. Nie da się przejść przez życie nie ponosząc kosztów. Jeżeli założymy, że nasze błędy, porażki to koszty, wtedy będzie nam dużo łatwiej.
Wczoraj miałem okazję spotkać się z prof. Władysławem Bartoszewskim. Bardzo chciałem, żeby udzielił paru słów wywiadu dla Dochodowo.pl. Niestety nie zgodził sie, ponieważ bardzo się spieszył. Prawdopodobnie popełniłem błąd – na początku poprosiłem o wywiad. Może gdybym zadał interesujące mnie pytania w czasie rozmowy to profesor udzieliłby odpowiedzi. Potem mógłbym tylko zapytać, czy tę rozmowę mogę opublikować. Wtedy brak czasu nie stanowiłby problemu.
No cóż… Wnioski wyciągnąłem i nie żałuję poświęconego czasu (mam pamiątkowe zdjęcie
).
Wolę popełniać błędy i uczyć się na nich, niż nie popełniać i tracić okazję do realizacji marzeń.
Ja wielokrotnie slyszalam rozne wywody na temat tego, ze nie ma ludzi nieomylnych, ze kazdy popelnia bledy itp. niemniej czasem, gdy ktos probowal dawac mi dobre rady- mowil:”nie popelniaj bledow, badz profesjonalistka w tym, co robisz”.Ja pod pewnymi wzgledami jestem perfekcjonistka i pewne moje potkniecia prowadzily do frustracji.Zaczelam wiec obserwowac, rozmawiac z ludzmi, ktorzy w moim mniemaniu dobrze wykonywali swoje zadania.Dostrzegłam, ze ich duza nieomylnosc, profesjonalizm wynikaja z faktu, ze sporo bledow juz popelnili i wyciagneli z nich wlasciwe wnioski.Teraz, gdy ja zrobie cos zle, staram sie myslec -dobrze, kolejna sytuacja , ktora mnie uodporni i czegos nauczy, a im szybciej to mnie spotyka, tym lepiej.
Napisalam „staram sie”, bo ludzie nie ulatwiaja sobie wzajemnie popelniania bledow.Uwielbiamy sobie wytykac wszelkie pomylki, czy tez po prostu nieumiejetnie o nich powiadamiamy winowajcow w przypadku takiej koniecznosci.
Jakis rok temu zostala mi skradziona pewna cenna rzecz, okolicznosci zajscia byly zlozone, ja tez moze zle nakreslilam sytuacje i w efekcie czesc znajomych uznala, ze sama jestem sobie winna.Mialam watpliwa przyjemnosc sluchania uwag typu:”jak moglas dac sobie ukrasc ten przedmiot” lub (moja ulubiona) ” to moze teraz sie nauczysz robic to i to”.Bynajmniej mi to nie pomagalo zaś bardzo irytowalo.Zaczelam wiec wypytywac znajomych, czy ich spotkaly podobne sytuacje.Okazalo sie, ze prawie kazdy „dal sie” okrasc w jakis tam sposob a pierwsza rzecza o jakiej pomysleli ( no moze druga, bo pierwsza mysl z reguly dotyczy tego, co by sie zrobilo zlodziejowi, gdyby wpadl w nasze rece) bylo, podobnie jak u mnie, to, ze juz nigdy nie dopuszcza do takiej sytuacji.Czemu wiec te uwagi mialy sluzyc?
Dosc prawdopodobne jest, ze bardziej niz tego, ze sie nie uda, bala sie tego, co pomysla ludzie, gdy sie nie uda.Przypuszczam, ze gdyby sie wyglupila, nikt nie napisalby jej czegos niemilego, ale sam fakt, ze ktos moglby pomyslec cos w stylu- „jak mozna tego nie wiedziec” lub ” po co sie udziela, skoro nie ma o tym pojecia” jest wystarczajaco zniechecajacy.W koncu strasznie nie lubimy tego uczucia, ze ktos moze myslec o nas zle, a jak wiadomo wszyscy mamy fenomenalny dar do zapamietywania w pierwszej kolejnosci czyichs bledow a dopiero pozniej zaslug.
Reasumujac, mysle, iz jesli wykazemy sie wieksza tolerancja wobec bledow innych osob, bedziemy mieli wiecej odwagi do popelniania wlasnych.
Pozdrawiam wszystkich
Czytając powyższy fragment przypomniałem sobie 2 sytuacje:
Kiedyś przeglądałem pewne forum i nie mogłem znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Pytanie wydałało mi się tak głupie, że nie miałem odwagi go zadać. Po jakimś czasie zauważyłem, że inny użytkownik je zadał. Odpowiedzi, które uzyskał w pełni mnie usatysfakcjonowały.
Druga sytuacja dotyczy pytania, które przeczytałem na tym samym forum. Jeszcze nikt nie udzielił na nie odpowiedzi. Przyszła mi odpowiedź do głowy, ale stwierdziłem, że nie mam na tyle dużej wiedzy, żeby odpowiadać. Potem zobaczyłem, że inni użytkownicy napisali to samo, co mi przyszło do głowy.
Wnioski mam dwa:
1. Nie ma głupich pytań. W końcu od czegoś trzeba zacząć, a najlepiej zacząć od podstaw.
2. Czasem warto uwierzyć w siebie.
„Nie bój się popełniać błędów, ucz się na nich”
-dość trafne stwierdzenie, choć bardzo ciężkie do zastosowania, co możemy zauważyć na prawie każdym kroku.
Najbardziej mi się podoba, kiedy jestem na wykładzie, albo jakiejś lekcji i prowadzący pyta zgromadzonych czy nie mają jakichś pytań, czy czegoś nie rozumieją, albo czy chcieliby podyskutować i nagle okazuje się że nie ma nikogo takiego! (choć w przerwie, czy nawet w trakcie większość przerażona poziomem trudności tematu rozmawia z kolegami, czy koleżankami)
Sam nieraz tchórzyłem, bo co jeśli powiem coś głupiego, albo wyjde na ważniaka, albo albo albo.. Dobrze pamiętam jak mając zadać jakieś pytanie serce waliło mi w piersiach, gardło miałem ściśnięte, a ręce się pociły i muszę przyznać że rzadko potrafiłem się przełamać. Dowodzi to tylko tego, że błąd był dla mnie obarczony zbyt dużymi konsekwencjami (może wyimaginowanymi), tak zostałem ukształtowany w szkole, ale może i wśród znajomych.
Ale teraz zacząłem sobie zdawać z tego sprawę, zaczynam być świadomy pewnych rzeczy, staram się przełamać w takich sytuacjach -jakby na przekór sobie, żeby pokazać że się nie boje, bo wiem że wyjdzie mi to na dobre.
Jednak żeby się przełamać, nie rzadko potrzeba do tego pomocy innych.
Miałem taką sytuację w stoim życiu, kiedy jako gracz koszykówki zmieniłem drużynę. Jednym słowem nowe otoczenie, nowe wymagania, nowi ludzie itd. Grając w sezonie zasadniczym sam po sobie widziełem, że nie spełniam oczekiwań (rzucałem mało pkt, moja gra była chaotyczna) jakie były we mnie pokładane. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, bo przecież wśród swoich dawnych kolegów potrafiłem brylować.
Chyba, albo raczej napewno bałem się, bałem się popełniać błędy (a to nie trafiłem, a to źle podałem, a to złą decyzję podjąłem) za które zawsze dostawałem porządny ochrzan. Byłem zestresowany, popełniałem wiecej błędów (które paradoksalnie bałem się popełniać), dostawałem ochrzan i koło się zamykało. Jednak jak się zdaje tą toksyczną sytuacje dostrzegł mój trener i gdy przyszło nam grać w posezonowych meczach o dużą stawkę zmienił swoje podejście na takie, które kierowało się zasada „wiecej już się nie nauczymy, teraz dajmy z siebie wszystko to na co nas stać” -i to okazało się dla mnie błogosławieństwem. Nie musiałem się już wiecej skupiać na tym czy coś zrobie źle, czy ktoś mnie za to opieprzy. Teraz mogłem się skupić na grze i to naprawdę zaowocowało.
Nie przytaczam tej historyjki, żeby się pochwalić. Chciałem tylko jakoś podkreślić to jak ważne jest czasem, żebyśmy dostali kredyt zaufania od kogoś. Żebyśmy mieli w swoim życiu kogoś przed kim nie bedziemy musieli bać się popełniać błędy.
Pozdrawiam
Przypomniała mi się taka sytuacja ze szkoły, kiedy odważyłem się powiedzieć, że czegoś nie rozumiem. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Nauczyciel: Czy ktoś czegoś nie rozumie z tego co powiedziałem?
(podniosłem rękę)
Nauczyciel: Czego nie rozumiesz?
Ja: Tego i tego. (nie pamiętam teraz co to było)
Nauczyciel: No jak tego można nie rozumieć?
(I powtórzył jeszcze raz jakąś regułkę, dokładnie tymi samymi słowami)
Jedno takie doświadczenie w życiu i się człowiekowi nie chce zadawać pytań. Jednak gdybyśmy się przełamywali i przyznawali do tego, że czegoś nie rozumiemy to sytuacja byłaby inna. Jest takie powiedzenie:
Gdy pożyczysz z banku 10 000 i nie oddasz, to masz problem. Ale gdy 1000 osób pożyczy z tego banku 10 000 i nie odda, to bank ma problem.
Analogicznie jest z nauczycielami. Gdy cała grupa nie rozumie wykładanego przedmiotu to nauczyciel ma problem.
Znowu posłużę się cytatem:
Dlatego dobrze jest przyznawać sie do niewiedzy. Przy odrobinie szczęścia trafimy na dobrego nauczyciela. A uczymy się przez całe życie więc okazji mamy wiele