Oszczędzanie a inwestowanie

Skarbonka – klasyczna porcelanowa świnka, do której dzieci wrzucają pieniądze. Można powiedzieć, że jest to niezastąpiona pomoc w edukacji finansowej, ale czy na pewno tak jest?

Skarbonka uczy nas oszczędzania, czyli odkładania, zbierania pieniędzy po to, żeby później mieć ich więcej. Taka skarbonka w dorosłym życiu zmienia się czasem w skarpetę lub szafę, a w skrajnym przypadku w słoik zakopany w ogrodzie. Dzięki temu, że zgromadzimy większą sumę pieniędzy możemy kupić coś droższego. Idea oszczędzania jest słuszna, choć nie zawsze.

Poważnym zagrożeniem dla świnki skarbonki jest nie tylko młotek, ale również inflacja. Inflacja to spadek wartości (siły nabywczej) pieniądza w czasie, albo inaczej mówiąc wzrost cen. Poniżej znajduje się wykres obrazujący poziom inflacji w Polsce w latach 1992-2006.

Polska inflacja 1992-2004

Wyobraź sobie, że dostałeś skarbonkę w 1996 roku i odkładałeś tam pieniądze na zabawkę, która kosztowała 100PLN. Po roku rozbiłeś skarbonkę i żeby sobie kupić tą zabawkę musiałeś już mieć 120PLN, bo stopa inflacji wynosiła prawie 20%. Jeszcze gorzej mieli Ci, którzy oszczędzali w 1992 roku, kiedy to stopa inflacji wynosiła ponad 40%!

Dzisiaj stopa inflacji jest dużo niższa (ok. 2%) i trzymanie pieniędzy w domu nie jest aż tak bolesne. Niezależnie od tego, czy stopa inflacji jest na poziomie 2% czy 20%, trzymając pieniądze w domu – tracimy.
W dzisiejszych czasach pieniądz sam w sobie nie ma wielkiej wartości. To tylko kawałek papieru. Nie można go przetopić na biżuterię. Pieniądz z założenia jest środkiem wymiany. Posługując się hasłem przewodnim z pewnej reklamy – pieniądz musi pracować! Pieniądz musi przynosić nam zysk. Brak zysku to strata.

Alternatywą jest inwestowanie

Wielu moim znajomym inwestowanie kojarzy się przede wszystkim z giełdą i akcjami. Ja również na początku miałem takie skojarzenia, ale w miarę upływu czasu i zgłębiania wiedzy poznawałem nowe metody inwestowania. Poniżej postaram się je wymienić i możliwie krótko opisać.

W co można inwestować?

Mając pewną ilość wolnej gotówki możemy ją zainwestować bezpośrednio w różnego rodzaju instrumenty (podoba mi się to określenie 🙂 )

a) instrumenty rynku pieniężnego:

Rachunki bankowe
Przykładem jest rachunek oszczędnościowy lub rachunek oszczędnościowo – rozliczeniowy (ROR), jednak oprocentowanie na takim rachunku jest dość niskie i czasem nawet nie pokrywa skutków inflacji.

Lokaty
Na rynku pieniężnym istnieją również różnego rodzaju lokaty bankowe. Zwykle są wyżej oprocentowanie niż rachunki, ale to oprocentowanie naliczane jest tylko wtedy, gdy nie wypłacimy pieniędzy przed wcześniej zadeklarowanym terminem (np. 1Rok).

b) instrumenty rynku kapitałowego:

Obligacje
Obligacje nazywane są inaczej papierami dłużnymi. Inwestowanie w obligacje polega na tym, że emitent obligacji (Skarb Państwa, gmina, miasto, korporacja) pożycza od nabywcy obligacji określoną sumę pieniędzy i zobowiązuje się ją zwrócić (wykupić obligacje) w określonym czasie wraz z należnymi odsetkami.

Akcje
Na rynku kapitałowym mamy również możliwość zainwestowania w akcje, które w przeciwieństwie do obligacji mogą być emitowane tylko przez spółki akcyjne. Posiadacz akcji (akcjonariusz) jest współwłaścicielem majątku spółki, której akcje posiada. Ma również prawo do otrzymania dywidendy.

Instrumenty pochodne
Wymagające dużej wiedzy instrumenty pochodne pozwalają bardzo dużo zyskać, są jednak obarczone dużym ryzykiem inwestycyjnym. Są to kontrakty, których wartość zależy od wartości innych instrumentów – instrumentów bazowych (akcji, obligacji, indeksów giełdowych, walut)

c) instrumenty alternatywne:

Poza instrumentami rynku pieniężnego i kapitałowego mamy możliwość zainwestowania w: waluty (zyskując na różnicy kursowej), metale szlachetne (ich wartość wzrasta w czasie niepewności gospodarczej, np. w czasie wojny), nieruchomości (gdy kupujemy pod wynajem), dzieła sztuki (wartość dzieł sztuki wzrasta po śmierci autora, bo ich ilość staje się ograniczona).

Inwestowanie możemy również niejako zlecić fachowcom i wykupić

a) jednostki funduszy inwestycyjnych

Fundusze inwestycyjne (bardzo popularne ostatnio) zarządzanie są przez TFI (Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych). Jak to działa? Duża ilość osób wykupuje jednostki uczestnictwa w danym funduszu, dzięki temu fundusz gromadzi spory kapitał. W TFI pracują specjaliści od inwestowania, których zadaniem jest zainwestować zgromadzony kapitał. Taka duża ilość kapitału daje większe możliwości i zwiększa szanse na zysk.

b) portfele inwestycyjne zarządzane przez specjalistyczne firmy

Przykładem takich firm są biura maklerskie, którym możemy zlecić zarządzanie naszą gotówką. Takie rozwiązanie jest jednak adresowane do ludzi o większych możliwościach finansowych.
Na rynku istnieją oczywiście jeszcze inne formy inwestowania pieniędzy. W dużej mierze jest to połączenie kilku narzędzi wymienionych powyżej (np.: rachunek w banku z oprocentowaniem porównywalnym do lokaty). Zdarza się czasem, że inwestycje łączy się np.: z ubezpieczeniami.

Uogólniając można powiedzieć, że

inwestowanie oznacza rezygnację z konsumpcji teraz i przeznaczenie pewnych sum pieniędzy na inwestycję po to, żeby po jakimś czasie mieć ich więcej…

Pierwsza część tego zdania – rezygnacja z aktualnej konsumpcji – to wspólny element inwestowania i oszczędzania, ale na tym wspólne elementy się kończą. Oszczędzamy, żeby zgromadzić pewną sumę pieniędzy. Inwestujemy zaprzęgając nasze pieniądze do pracy. Niestety powyższa definicja inwestowania jest niepełna. Brakuje poniższego fragmentu.

…licząc się jednocześnie z możliwością straty.

Ryzyko jest nieodłącznym elementem inwestowania. Jeżeli ktoś mówi mi, że ma dla mnie propozycję zainwestowania pieniędzy bez ryzyka, to tylko uśmiecham się pod nosem. Ryzyka nie da się uniknąć, ale…

Ryzyko można kontrolować!

Gdy wychodzę z domu, to podejmuję ryzyko. Ryzykuję własne życie. Zawsze przecież może się zdarzyć, że zostanę potrącony przez samochód. Dlaczego więc jeszcze żyję? Odpowiedź jest prosta – nauczyłem się to ryzyko kontrolować. Zdobyłem wiedzę na temat zasad zachowania się na ulicy i chodzę po chodniku a nie środkiem jezdni.

Analogicznie jest w przypadku inwestowania. Najlepszym rozwiązaniem jest zdobywanie wiedzy na temat inwestycji, w której chcemy ulokować nasze pieniądze. Jeżeli interesuje Cię inwestowanie na giełdzie,zacznij od książki „Praktyczny poradnik dla początkujących inwestorów”.

Można powiedzieć, że inwestowanie w akcje wymaga poszerzenia wiedzy w tym zakresie, ale w przypadku inwestowania za pośrednictwem TFI czy biur maklerskich nie musimy już tej wiedzy zgłębiać. To nie jest prawda. Niezależnie od tego, czy chcemy inwestować bezpośrednio czy też zlecić zarządzanie naszymi pieniędzmi fachowcom, potrzebna nam jest przynajmniej podstawowa wiedza.

Dopóki sami nie zdobędziemy przynajmniej minimum wiedzy, nigdy nie będziemy mogli mieć pewności, że dokonaliśmy najlepszego wyboru. Wciąż, niestety, zdarza się, że jesteśmy nakłaniani do skorzystania z superatrakcyjnej oferty, ponieważ bank czy towarzystwo ubezpieczeniowe promuje właśnie nowy produkt i premiuje swoich pracowników za jego aktywną sprzedaż.

Mimo faktu, że ryzyka nie można uniknąć, uważam, że lepiej jest ponieść ryzyko i zainwestować pieniądze niż wystawić je na pewną utratę wartości (inflacja).

Kiedy zacząć inwestowanie?

To pytanie jest mi bardzo bliskie. Przez pewien czas zastanawiałem się czy już powinienem zacząć inwestować, czy może powinienem poczekać, aż będę miał „większą gotówkę” i dopiero wtedy ją zainwestować. Poniższy przykład rozwiał moje wątpliwości:

Załóżmy, że jestem w stanie odłożyć na inwestycję 1000pln rocznie (kwota czysto hipotetyczna). Gdybym przez 10lat odkładał te pieniądze i dopiero po uzbieraniu 10 000 zainwestowałbym je w instrument, którego stopa zwrotu wynosi 8% w skali roku (zakładam, że nie zmienia się w czasie) to po roku miałbym 10 800 PLN.
W drugim przypadku decyduję się na inwestowanie co roku 1000 PLN w ten sam instrument i co roku dokładam kolejny 1000 PLN. Po 10 latach mam 15 692,57 PLN.

Różnica pomiędzy pierwszym i drugim wariantem jest znacząca. Dlatego właśnie nie warto czekać.

Może Cię zainteresować:

  • Piotr Waydel

    Witam!
    Oszczędzanie daje dochód innym, a oszczędzającym praktycznie tylko złudzenie. Jest dla tych, którzy mają nadmiar gotówki i nie wiedzą jak zaprząc ją do pracy lub są tak leniwi, że nawet nie chce im się pomyśleć
    W artykule brakuje mi najważniejszej inwestycji, na której nigdy nie można stracić. Jest to permanentna inwestycja w siebie samego. Ma zdecydowanie najwyższą stopę zwrotu i pozwala na tworzenie innych nowatorskich inwestycji.
    Pozdrawiam
    Piotr Waydel

    • Jakub Ujejski

      Witam,

      Piotr Waydel napisał:
      W artykule brakuje mi najważniejszej inwestycji, na której nigdy nie można stracić. Jest to permanentna inwestycja w siebie samego.

      Oczywiście masz rację Piotrze. Nie napisałem o tym, ponieważ to jest temat na osobny artykuł, który już niebawem będziecie mogli przeczytać.

  • pachaczówna

    Oszczędzanie wg mnie jako bierna forma wzbogacania się, chcąc nie chcąc często łączy się z planami, które cechuje krótkowzroczność. Ludzie jak już zbiorą zadowalającą sumkę mogą ją spożytkować na mniejsze lub większe wydatki, chociaż zdarzają się ekstremalne przypadki, w których gotowi są całą kwotę oddać hojnie na rozgłośnie z miasta Kopernika. Wracając do wątku… Moim zdaniem takie sztywne comiesięczne odkładanie można by było śmiało zastąpić własną inwencją zespojoną z kulturą przedsiębiorczości.
    I tu się pojawia inwestowanie… Nie wiem dlaczego, ale jakoś większośc utożsamia sobie inwestora jako człowieka spędzajacego całe dnie na Wall Street i zebraniach z międzynarodowymi korporacjami itd. Kolejny przykład, że nasze społeczeństwo kieruje się cała paletą stereotypów. Nic bardziej mylnego. Uważam, że każdy może zostać inwestorem. Niby coś niewyobrażalnego, ale wystarczy być jednostką, która posiada żyłkę menedżera i nie boi się ryzyka (no i oczywiście obligatoryjnym fundamentem jest posiadanie zbędnej gotówki). Żeby korzystnie powiększać już istniejące tzw środki trwałe należy dodatkowo racjonalnie planować swoje inwestycje na dalsze lata…
    i jakoś na zakończenie samo wysuwa się stwierdzenie:
    kto nic nie ryzykuje, ten nic nie ma>:)

  • cypreess

    Chcialbym dorzucic do tej monografi Jakuba jeszcze fakt ze oszczedzanie wiaze sie takze z pewnym ryzykiem sytuacyjnym. W czasach tak niepewnych dla polskiego pieniadza (wejscie do krajow waluty Euro) oszczedzanie w instrumentach finansowych moze przyniesc katastrofalne skutki. Po przeliczeniu pieniedzy na Euro ( zazwyczaj po slabym kursie i idacych przy tym nieuzasadnionych zwyzek cen – jak mielismy tego przyklad w kazdym kraju euro po kolei) nasze pieniadze poddane będą hiper-inflacji. Będziemy mogli kupić za nie np. 2x mniej niż poprzednio (taka sytuacja miała np. w Niemczech choć nie w całym wachlarzu produktowym).

    Zyskaja ci ktorzy zainwestowali w nieruchomosci i dobra konsumpcyjne. Dla przykladu ja – prowadzacy wlasna dzialalnosc – kupujac dowolna rzecz jako koszt mojej firmy place tylko 66 % jej wartosci brutto (odliczenie VAT + pomniejszenie podstawy opodatkowania przy zalozeniu 19% podatku). W zwiazku z tym mogę nabyć dużo więcej rzeczy niż osoba nie prowadząca własnej firmy a będąca jedynie pracownikiem. W ten sposob moge OSZEDZAC gromadzac sobie dobra (w postaci np. narzedzi pracy – komputer, aparat, obiektywy, komórka i inne) bedace rownoczesnie czymś co podwyższa mój status życia.

    Dzięki temu po wprowadzenia euro mogę przeczakać z zakupami jakiś okres czasu. Firmy które otworzą się w tym okresie będą miały wielokrotnie trudniejszy start, a ja posiadając już pełne wyposażenie narzędzi mam realną przewagę nad nowymi firmami i tymi które nie zdecydowały się na inwestowanie pieniędzy w dobra.

    Oczywiście pozostaje tutaj kwestia amortyzacji tych rzeczy, ale powiedzmy że te koszty mogę ponieść w imię podniesienia statusu życia.

    W przeciwnym wypadku posiadam mniej bo więcej oddaje fiskusowi, a moje oszczędności finansowe mogą wyparować w niedalekiej przyszłości.